Czy zioło w Belize jest legalne?

San Ignacio

Spis treści

Czy zioło w Belize jest legalne?

Obiecałem dodatkową historię, której nie zaplanuje żadne biuro podróży, więc czas na erratę do poprzednich wpisów.

San Ignacio przy granicy z Gwatemalą. Przyjeżdżamy w niedzielę wielkanocną i meldujemy się w hostelu po przeprawie chicken busami. Szybki check-in i wymiana informacji z recepcjonistką (to ta siostrzenica, której historię opisywałem w poprzednim poście). Od razu dowiadujemy się, że zaledwie kilometr od hostelu znajdują się ruiny Majów Cahal Pech, a po 17 wejście jest darmowe. Idealnie!

Koło 17:30 ruszamy na spacer pod dość stromą górę i po chwili jesteśmy w Cahal Pech. Wow, robi wrażenie. Świetne miejsce, trochę w dżungli, w zasadzie brak ludzi. Tylko dwóch gości siedzących na pierwszej świątyni, przy głównym placu całego miasta. Coś do nas wołają. Początkowo, przyzwyczajeni do notorycznego nagabywania przez lokalsów, olewamy wołanie i idziemy dalej. Panowie jednak okazali się bardzo konsekwentni. Podchodzimy. Okazało się, że po prostu byli ciekawi skąd jesteśmy i chcieli porozmawiać. Po krótkiej wymianie zdań jeden z nich okazał się przewodnikiem. Z własnej inicjatywy zaproponował darmową wycieczkę po godzinach. Wyobrażacie to sobie? Darmowa, prywatna wycieczka już po godzinach oficjalnego otwarcia, prowadzona przez człowieka, który mieszka kilkaset metrów od ruin. Piękna sprawa, żaden przewodnik turystyczny nie opisuje i nie planuje takich historii.

Spokojnie, to jeszcze nie meritum. 😏

Darmowa checklista do pobrania

Kiedyś Karol zapomniał bielizny w podróż. Cały dzień zmarnowaliśmy na szukanie sklepów z bielizną w Kijowie. Nie bądź jak Karol. Pobierz naszą checklistę i oszczędzaj czas w podróży (i przed zresztą też).

Po wycieczce wręczamy Wilsonowi napiwek w kwocie 20 BZD (Tutaj warto odnotować, że w klasycznych godzinach otwarcia właśnie tyle byśmy zapłacili za wejściówkę). Jeszcze wtedy nie znaliśmy miejscowych realiów i zastanawialiśmy się czy to właściwa kwota za 40-minutowy prywatny tour, po godzinach pracy licencjonowanego przewodnika. Odnieśliśmy wrażenie, że przy przekazaniu banknotu u kolegi pojawił się błysk w oku. Następnego dnia okazało się, że napiwek zrobił klientowi dniówkę. Nieźle.

No właśnie, następnego dnia. Na odchodne Wilson rzucił, że jak będziemy mieli chęć, to jutro też tam chłopaki będą i żebyśmy wpadli pogadać. Ok, jedno z kurtuazyjnych zaproszeń jakich wiele. Coś w stylu przypadkowego spotkania na ulicy z kolegą z podstawówki. ” -Musimy się złapać na piwo. -Pewnie!

– Zdzwonimy się co do terminu!”

Oczywiście obie strony wiedzą, że do spotkania nigdy nie dojdzie. Tak też myśleliśmy tym razem, a z drugiej strony nie mieliśmy nic lepszego do roboty, więc zapadła decyzja. Idziemy, najwyżej zrobimy nadprogramowy spacer.

Co się okazało, panowie rzeczywiście są w tym samym miejscu, niemalże o tym samym czasie.

Wiemy, że są dobrze wyposażeni w najlepszej jakości zioła lecznicze własnej produkcji. Za całego jednego belizejskiego dolara kolega Ken skręcił jointa z czystego materiału! (W Polsce za taką ilość zapłacilibyśmy około 25-30 zł) Wow, muszę przyznać, że było to najlepsze zioło z jakim miałem do czynienia. Delikatne, ze świetnym samopoczuciem po spożyciu. Okej.

Z grubsza znacie historię, to teraz szybka podróż w czasie. Wyobraźcie sobie taką scenerię. Jesteście w ruinach Majów, starożytnej, zaawansowanej cywilizacji, która posiadała własne wierzenia, obyczaje. Ponadto mniej więcej znacie historię tejże cywilizacji, z którą namacalnie się stykacie. Do tego siedzicie z dwoma Belizejczykami, którzy są ich potomkami, na jednej ze starożytnych świątyń, z której miejscowy król wygłaszał przemówienia do swojego ludu. Na dodatek jest zachód słońca, który przechodzi w mrok. Całe miasto jest obudowane dżunglą. Klimat niewyobrażalnego chillu i podniosłego kultu. Rozmawiacie z lokalsami, którzy są weteranami marihuany, co w tym wypadku nie jest bez znaczenia. Czujecie ten klimat? Tę niepowtarzalną atmosferę? Ah, aż ciarki przechodzą.

Dodam, że ilość, która nas pozamiatała, na nich nie wywarła absolutnie żadnego wrażenia. Jednocześnie byli bardzo uprzejmi i tolerowali nasze amatorskie podejście. Nawet zrobili sobie z nami zdjęcie.

W międzyczasie pojawił się trzeci z ziomków, z którym sporo porozmawialiśmy o Belize i lokalnych obyczajach. Żeby przybliżyć wam zakres tematów,  to kolega zapytał jak robi się prawo jazdy w Polsce. Po wysłuchaniu naszej historii o kosztach wyrobienia dokumentu, jazdach po mieście, nauce teorii i egzaminach dowiedzieliśmy się, że w Belize prawko robi się 10 minut i płaci 120 BZD. Oczywiście wszystko jest nieoficjalne, poza protokołem. Korupcja na każdym szczeblu. Justyna, to chyba okazja dla Ciebie.😎

A zupełnie serio. Czy mieliśmy obawy, siedząc z obcymi typami w dżungli po ciemku, znając realia Ameryki Środkowej i sytuację ekonomiczną, do tego nie będąc w pełni poczytalnymi/trzeźwymi?

Oczywiście, że mieliśmy. Jednak ponownie sprawdziło się to, o czym już wielokrotnie mogliśmy się przekonać w podróży. Trzeba ufać ludziom, z natury są dobrzy i mają dobre intencje. Budując bariery w swojej głowie można stracić naprawdę wiele. Na przykład najlepsze palenie w życiu oraz przygodę już w trakcie której wiesz, że jest to dobra historia. Że po wyjściu z terenu ruin i pożegnaniu się z kolegami od razu mieliśmy przypływ pozytywnej adrenaliny. Wiedzieliśmy, że to było po prostu dobre. Że po takie historie jedziesz na drugi koniec świata.

God Bless chłopaki!

Mamy dla Ciebie mały prezent!

Dzięki, że dotarłeś do końca!

Lataj bez bagażu rejestrowanego. Darmowa checklista, co spakować w 40 litrowy plecak. Tylko przydatne rzeczy, bez zbędnych kilogramów. 

POBIERAM!

Dodaj komentarz