
Salwador – Nikaragua, przejście graniczne z Hondurasem
Spis treści
Przejście graniczne z Hondurasem. Jedziemy z Salwadoru do Nikaragui.
Wpis powstał w 2022 roku podczas naszej podróży po Ameryce Centralnej
Miałem tego nie robić od razu, ale niech stracę, póki pamiętamy wszystkie szczegóły. Właśnie przekroczyliśmy granicę pomiędzy Salwadorem i Hondurasem. O ile Gwatemala – Salwador i Meksyk – Gwatemala były super szybkie i lajtowe, to Honduras wydaje się brać sprawy przekroczenia granicy niezwykle poważnie.
No może z wyjątkiem sprawdzenia plecaków, które przez cały czas leżały w bagażniku busa, którym jedziemy. Także walka z przemytem na całego. 😏
Około 14, po 5 i pół godzinach od El Tunco (miejsce noclegu w Salwadorze) docieramy do granicy. Wysiadamy z busa, który o dziwo zmieniliśmy już 20-30 km przed granicą.
—
Najczęściej bywało tak, że wysiadaliśmy po jednej stronie granicy, a już po drugiej czekał podstawiony bus z innym kierowcą.
—
Uprzejmy pan z agencji turystycznej, z której usług korzystamy rozdaje wszystkim karteczki, ustawia nas w kolejce, każe założyć maseczki, przygotować paszporty i certyfikaty covidowe. Wcześniej, przy wyjeździe z Salwadoru do naszego busa wkroczyła miła pani imieniem Diana i sprawdziła nasze dokumenty. A precyzyjniej wszystkich z busa. Nawet nie musieliśmy wychodzić. A szkoda! Przejścia graniczne to zawsze wyjątkowe miejsca. Szczególnie te w Ameryce Środkowej mają taki dodatkowy urok. Wszędzie podejrzane typki, cinkciarze, panie sprzedające jedzenie, tony walających się śmieci i oczywiście żołnierze z niemałymi giwerami przewieszonymi przez szyje.
Darmowa checklista do pobrania
Wracając. Kontrola covidowa to niezła farsa. Wszystko przygotowane zgodnie z instrukcją. Na karteczkach wpisujemy wiek i imiona, podchodzimy do okienka po odstaniu 20 minut w kolejce i… I to by było na tyle. Pani mierzy temperaturę, z lenistwa wpisuje 36 stopni. Już nawet nie 36.6. Bez słowa macha ręką na do widzenia. Certyfikat? A po co to komu? Specjalny formularz, który trzeba wypełnić przy wjeździe do kraju? Od wszystkich zebrała (od Justyny też), a ode mnie zapomniała. Tym sposobem mam extra suwenir z podróży.😎 Czyli niby coś tam sprawdzają, ale tak znowu nie do końca. Niby to ważne, ale w sumie bez sensu.
Anyway. Idziemy do drugiego biura (zdjęcie niżej), kolejka na 5 osób, jakieś 30 minut. Biorą paszporty, wklejają pieczątkę (Yeah, 32. kraj zaliczony!) i… skanują odciski palców z obu rąk! Pierwszy raz spotkaliśmy się z taką procedurą.
A teraz wyobraźcie sobie taką sytuację. Stoicie sobie w kolejce w oficjalnym urzędzie (bo chyba takim jest przejście graniczne) i nagle wbija gościu z 4 zębami na krzyż, w klapkach o jakieś 4 rozmiary za małych, zniszczonych ciuchach i nienajświeższym wyglądzie. Ma bardzo nienaturalnie szybkie ruchy (co pewnie jest związane z problemem narkotykowym w niższych warstwach społecznych – w tym wypadku przyznał to kierowca Ubera w San Salvador) i zaczepia każdego o „only 1 dollar”. Niezły kabaret.
Przechodzimy odprawę. A bym był zapomniał. Jak Justyna stała przy okienku to pani jednocześnie ją obsługiwała i oglądała TikToka.
Czas na poszukiwanie łazienki. O Panie. Najlepsza łazienka ever, wydaje się, że jedyna na całym przejściu granicznym. Tuż obok był sklep i po lewej stronie taka chatka „lepianka”. Wbijamy za 50 centów i mamy wrażenie, że przechodzimy przez czyjeś miejsce zamieszkania. Przez jedną z kurtyn przebija materac, na końcu są 3 toalety. Oczywiście tylko z przesłonami i bez wody do umycia rąk. Zresztą zobaczcie sami na zdjęcie powyżej.
Okej, godzinka na granicy minęła. Jesteśmy w dalszej podróży przez Honduras i zmierzamy w kierunku Nikaragui. Pan obiecał przerwę na Maca 🤓.
Mamy dla Ciebie mały prezent!
Dzięki, że dotarłeś do końca!
Lataj bez bagażu rejestrowanego. Darmowa checklista, co spakować w 40 litrowy plecak. Tylko przydatne rzeczy, bez zbędnych kilogramów.
POBIERAM!

