
Adios México! Bienvenidos a Guatemala!
Spis treści
Adios México! Bienvenidos a Guatemala!
27.05.2022
Adios México!
Jedziemy przez granicę między Maksykiem a Gwatemalą, z Palenque do Flores. Jesteśmy już po stronie gwatemalskiej. Na słuchawkach leci kawałek Foolproof zespołu Gorgon City, a ja czuję się jak w teledysku. Specjalnym shuttle busem mijamy miejscowe wioski, podwórza, ludzi. Mimo przyciemnianych szyb macha nam jakaś dziewczynka otoczona przez co najmniej 5-7 kobiet. Pewnie to jakieś ciotki lub siostry. Tutaj rodziny są wielodzietne, a rodzina to najważniejsza instytucja. Tradycja i wiara odgrywają kluczową rolę w życiu tych ludzi. Jak to podsumował Marco, ziomeczek z Włoch. „Kościołów widziałem tutaj dużo, a szkół wcale.” Witamy w Ameryce Środkowej. Warto dodać, że Marco jest od 5-ciu miesięcy w podróży i przemierzył wszystkie kraje od Panamy do Gwatemali. Coś jest na rzeczy z tą edukacją. Myślę, że ten temat jeszcze rozwiniemy.
Od początku. Rano ruszyliśmy z Palenque, gdzie spaliśmy w tzw. Jungle Palace, domkach umieszczonych pośrodku dżungli. Domki nie mają
okien, są tylko pokryte bardzo szczelną moskitierą. W nocy słychać notoryczne wycie wyjców (brzmi bardziej jak jakiś lew niż małpa)*, a niezliczona ilość owadów gra swój iście chopinowski koncert.
Zaczyna się pora deszczowa, zresztą w Palenque pada 10 miesięcy w roku, ale ten okres jest najbardziej intensywny. Po deszczu pojawiają się żaby wielkości pięści, a powietrze pachnie wilgocią dżungli zmieszaną z otaczającą nas zielenią.
Od 9 rano jesteśmy w busie, który przemierzał peryferia Meksyku pomiędzy Palenque a El Ceibo, gdzie mieści się granica pomiędzy Meksykiem a Gwate. Tam zostaliśmy wysadzani aby przejść granicę pieszo i po drugiej stronie czeka już na nas kolejny bus. Prawdopodobnie chodzi o sprawy wizowe, więc ani jedni, ani drudzy nie przekraczają granicy państw na dłużej niż 10 minut.
Szybka odprawa po stronie meksykańskiej, przejście przez dziwny metalowy „tunel”, podobny jak na lotnisku w Modlinie i jesteśmy po drugiej stronie granicy.
Idziemy do biura paszportowego i wita nas niezwykle serdeczny gwatemalski jegomość.
Odprawa to była czysta formalność. Musicie wiedzieć, że podczas dowolnego przekroczenia granicy zawsze towarzyszy nam delikatny dreszczyk emocji. Taka adrenalina wymieszana z niepewnością czy wszystko będzie dobrze.
Pan sprawdza paszporty, stawia pieczątki, pyta o certyfikaty covidowe. Wszystko się zgadza. W międzyczasie dopytuje jak się wymawia nasze polskie imiona i wspomina, że za trudne do poprawnego wymówienia, że jego język nie jest zaadaptowany do tak „twardej” wymowy. To prawda, nikt nie potrafi poprawnie wymawiać polskich zwrotów. Niektórzy są blisko, ale do ideału wciąż daleko. Nawet popularna „kurwa” jest inaczej akcentowana w zależności od kraju pochodzenia mówcy.
Przykładowo Justyna była już Hustiną, Kristiną, Gustiną. Najcześciej jest Justiną a najrzadziej Justyną. Close enough. Czasami jest też „Carolem”. Łatwiej podać jedno imię, które jest w miarę proste do przeliterowania niż walczyć z dwoma zupełnie nowymi dla tutejszej społeczności. Ciekawostka jest taka, że „Carol” w Wielkiej Brytanii i kilku innych krajach to imię żeńskie, np. jeden z poznanych ziomków z Francji oznajmił, że mam tak samo na imię jak jego mama😅. Z tego powodu, wołając „Karola”, częściej patrzą na Justynę niż na mnie. Już do tego przywykliśmy. 🙃
Około 16-17 docieramy do Flores. O 2:30 pobudka na zwiedzanie ruin Majów w Tikal.
*Wyjce to gatunek małp. Jeśli chcesz zobaczyć małpkę, to na pewno najpierw ja usłyszysz.
Darmowa checklista do pobrania
Mamy dla Ciebie mały prezent!
Dzięki, że dotarłeś do końca!
Lataj bez bagażu rejestrowanego. Darmowa checklista, co spakować w 40 litrowy plecak. Tylko przydatne rzeczy, bez zbędnych kilogramów.
POBIERAM!

