
Czego nie wiecie o Meksyku? Część 3.
Spis treści
Czego nie wiecie o Meksyku? Część 3.
19. Zarobki. Swój opis opieram wyłącznie na rozmowach z lokalsami, a nie na oficjalnych statystykach, w których ja i pies średnio mamy 3 nogi. W tym aspekcie kraj jest niezwykle zróżnicowany (a w sumie w czym nie jest?). To zacznijmy od północy kraju. Tutaj zarabia się najlepiej, bo jesteśmy najbliżej USA. Średnia pensja to około 15 000 pesos, czyli około 3200-3400 zł.
Ogólnie mogę przyjąć zasadę, że im niżej i dalej od USA, tym gorzej. W stolicy zarobki to około 10000 MX (2000-2200 zł) a już w Oaxace i Chiapas to zaledwie 5000 (około 1100 zł).
Alex (ten od hiszpańskiego) mówił, że w Puerto Escondido (stan Oaxaca, mekka surferów, jedna z największych imprezowni w kraju) w przeciętnej restauracji zwykły pracownik ma 200 pesos dniówki – 40-50 zł. Oceńcie sami czy to dużo, czy mało. W San Cristobal (Chiapas) widziałem ogłoszenia na słupach, że poszukiwani są ludzie do pracy. Pensja tygodniowa wynosiła 1250 MX. Niestety nie znam szczegółów zakresu czasu i obowiązków, jednak przyjmuję to za dość dobry i wiarygodny odnośnik do określenia średniej – spina mi się z przeprowadzonymi rozmowami. Najgorzej podobno jest na Jukatanie, czyli w najbardziej turystycznej części Meksyku. Obstawiam, że rządzą kartele a przeciętni obywatele dostają ochłapy. W jednej z rozmów padła średnia 1000-2000 pesos. Dolną granicę powyżej średniej raz zapłaciliśmy w restauracji w Tulum. Bieda aż piszczy i często to widać.
Darmowa checklista do pobrania
20. Narkotyki. Temat chyba tak samo nośny na całym świecie. W krajach Ameryki Południowej i Środkowej ma szczególny wydźwięk z racji centrum dowodzenia, nazwijmy to, światowymi zasobami. Żeby przybliżyć skalę przedsięwzięcia zacytuję rozmowę z ochroniarzem na wejściu do jednego z klubów w Puerto Escondido. A dodam tylko, że kolega, który wchodził przede mną, który jest Meksykaninem, został niesamowicie dobrze przeszukany.
Ochroniarz: Masz narkotyki?
Ja: Nie mam.
Ochroniarz: A chcesz? Cocaine za 600 mx 😅.
Tym razem nie skorzystałem, ale z ciekawości zrobiłem szybki wywiad po klubie. Okazało się, że koks łatwiej tu kupić niż wodę i nikt się nie kryje tak ze sprzedażą, jak i z zażywaniem. No więc w zależności od części klubu możesz kupić drożej lub taniej, cena też zależy od jakości. Ogólnie wahała się w przedziale 500-2000 MX za gram. Kolega mi mówił, że ponoć dobry towar zaczyna się od 1500 MX. Nie testowałem, więc nie odpowiem na ile to stwierdzenie było prawdziwe.
21. Druga strona narkotykowego medalu to lokalne tradycje związane z psychodelikami. W Meksyku istnieje prawo, które chroni lokalne dziedzictwo: Ursicocostumbres (chyba tak to się pisze). Tym sposobem, np. San Jose del Pacifico, miasteczko ulokowane w górach pośrodku niczego, jest całkiem znanym kirunkiem w celu zażywania grzybków halucynogennych. Starożytne cywilizacje za ich pomocą w trakcie rytuałów kontaktowały się ze zmarłymi i bogami. Z mojej strony mogę powiedzieć, że San Jose to prawdziwa perełka, którą nawet trudno znaleźć na mapie. Absolutnie obłędne miejsce. Spójrzcie na ten nieziemski zachód.
22. Marihuana. Jest wszędzie i jest śmiesznie tania. Za około 70-100 pesos (15-20 zł) kupicie 10-15 gram! Dla porównania cena w Polsce to 50 zł za 1 gram. Różnica gigantyczna zarówno w cenie jak i jakości, w obydwu przypadkach na korzyść Meksyku. Wynika to z lokalnego prawa (nie wszędzie jest takie samo, każdy stan może ustanawiać własne przepisy), np. w Chiapas możesz hodować do 6 roślinek na własny użytek. Możesz też palić w domu i/lub lokalach, jednak nie możesz afiszować się z jointem na ulicy. Za to już grożą poważne konsekwencje. Szczególnie jak jesteś białym turystą.
23. Otyłość. Meksyk jest krajem z jednym z największych współczynników otyłości na świecie. I niestety widać to wszędzie. Wyobraźcie sobie sklepy, w których kupicie tylko czipsy, alkohol i napoje gazowane, ewentualnie słodycze. Nie, to nie jest sklep na lotnisku, a normalny osiedlowy lokal i nie jest to wyjątek od reguły. Raczej reguła. Ponadto wszystko smażone jest na głębokim oleju i w zasadzie bez dodatku warzyw. Oprócz tego wszędzie jest cukier. Jak zamawiam kawę, to zapobiegawczo dodaję „sin azúcar”.
To teraz zgadnijcie, jakie jest średnie dzienne spożycie Coca Coli na mieszkańca. Już macie swój typ?
.
.
.
.
2,1 litra. Dziennie!
Więcej na temat „obrzędów” związanych z tym popularnym napojem znajdziecie we wpisie o Chamuli.
24. Muzyka w komunikacji publicznej. W Warszawie oznaka wiochy i znak rozpoznawczy wszystkich Sebków i Dżesik. Tutaj powód do dumy i splendoru. Wracając z jednej z wycieczek nasza meksykańska przewodniczka z hostelu zapytała czy ktoś z grupy ma głośnik i muzykę na telefonie. My mieliśmy. Przez godzinę drogi cały autobus z Xochimilco do Hidalgo (w México City) słuchał Paula Kalkbrennera i Claptone’a.😅
Starszy pan, który siedział przed nami tylko się uśmiechał i kiwał głową w rytm muzyki. Inni pasażerowie podobnie. Czuliśmy ten powiew uznania 😎.
25. Topes, topes, wszędzie topes. Na każdej ulicy.
Nieważne czy na małej, czy na dużej. Zawsze niewidoczne i nieoznakowane. Nagle pojawiają się pod kołami rozpędzonych samochodów i niemalże zrywają zawieszenia. W Polsce nazywamy je „hopkami” lub „policjantami”. Nie mam pojęcia dlaczego, ale je tutaj kochają.
Może dlatego, że wyprzedzanie tira na podwójnej ciągłej, pod górkę i na ostrym zakręcie to tutaj norma? A byłbym zapomniał – najczęściej ci co wyprzedzają wiozą około 20 pasażerów.
26. Napiwki. Meksyk to kraj napiwków. Dla każdego i za wszystko. Zapytałeś o drogę? Napiwek mile widziany. Pan „parkingowy” machnąl 4 razy i pomógł wyjechać z miejsca, w którym nie było absolutnie żadnej trudności dla kierowcy? 10 pesos oczekiwane. Pracownik z obsługi stadionu wskazuje kibicowi miejsce z biletu? Nie dasz napiwku – nie jesteś warty uwagi. Po prostu zawsze.
27. Rdzenni mieszkańcy. Zapotekowie, Majowie, Aztekowie, Totlekowie i kilkadziesiąt innych plemion wszyscy zniknęli w jednym czasie. Nie wiadomo co się z nimi stało i gdzie poszli. W historii społeczeństw jest niemalże 600-letnia wyrwa, która przypada na lata około 950 do 1550, gdy do Ameryki zjechali konkwistadorzy. Co więcej każda z cywilizacji była bardzo rozwinięta, a dzisiejsze odkrycia wskazują na znajomości astrologii, matematyki czy też medycyny. Zapotekowie przeprowadzali też pierwsze operacje na otwartych organach oraz zabiegi cesarskiego cięcia. Ponadto wszystkie ruiny posiadały centra astrologiczne, a kalendarz Majów jest niezwykle dobrze dopasowany do ruchu Słońca i Księżyca (wtedy jeszcze nie wiedzieli, że to Ziemia się kręci, więc punkt widzenia zależy od punktu siedzenia). Na zdjęciu nasz przewodnik po ruinach w Oaxace – Zapotek z pochodzenia.
Mamy nadzieję, że tą serią wpisów trochę wam przybliżyliśmy krajobraz państwa, w którym spędziliśmy ostatnie 2 miesiące naszego życia. A to co powyżej to tylko kropla w morzu tego, co tutaj się dzieje na co dzień. Meksyk, gigantyczny, różnorodnym i piękny.
Mamy dla Ciebie mały prezent!
Dzięki, że dotarłeś do końca!
Lataj bez bagażu rejestrowanego. Darmowa checklista, co spakować w 40 litrowy plecak. Tylko przydatne rzeczy, bez zbędnych kilogramów.
POBIERAM!

