
Po pierwszej części wiecie już nieco więcej. Czas na część 2. nieoczywistych meksykańskich ciekawostek. Enjoy!
10. Oczywiście nie może się obyć bez wzmianki futbolowej. Jak przystało na prawdziwego freaka, zakupiłem dwie koszulki klubowe (jedna z nich okazała się najtańszym piłkarskim zakupem w moim życiu). Kilka razy odziany w nabyte koszulki wyszedłem na ulice w miastach, które są tysiące kilometrów od swoich macierzystych klubów. Zanim jednak to zrobiłem, znając nasze polskie relacje kibicowskie, przeprowadziłem szybki research. Otóż w związku z tragedią sprzed kilku miesięcy, w której zginęło 18 osób na meczu w stanie Querétaro, obowiązuje nieformalne „zawieszenie broni” między kibicami, więc można poruszać się bez krzywych spojrzeń i „krojenia barw”. Tym sposobem w San Cristobal, czy Oaxace nosiłem koszulki Pachuci i Club América w samym centrum miasta. Dodajmy, że Meksykanie uważają, że sytuacja jest bardzo tymczasowa, dopóki trwa pamięć o ofiarach zadymy.
11. Ciekawostka piłkarska numer dwa. Od kilku lat rozgrywki w najwyższej lidze w kraju są zamknięte. Oznacza to, że nie ma spadków i awansów, a o ewentualnych zmianach decyduje komisja ligi. A między nami pieniądze wraz z odpowiednimi premiami dla przedstawicieli.
12. Premie zwane korupcją. Ponoć jest wszędzie, zżera kraj od środka i jest na każdym szczeblu, podobno nawet w szkołach na linii nauczyciele-uczniowie.
13. Porządek. Kraj kontrastów. Zdarzają się miejsca, w których śmieci widać wszędzie i wystają z każdego zakątka, np. podczas podróży łodzią w Kanionie Sumidero (jeden z największych kanionów świata) krokodyl dryfujący w wodzie wystawił nos pomiędzy dwoma pustymi plastikowymi butelkami, miał też blisko do nakrętek i torebki foliowej. Po tej samej stronie barykady była Chemula. Zjadłem banana i zastanawiałem się, czy po prostu nie rzucić skórki pod nogi. Idąc przez tę specyficzną miejscowość, czuliśmy się jak w centrum wysypiska śmieci.
Z drugiej strony, Ciudad de México to najczystsze miasto, w którym kiedykolwiek byliśmy. Przynajmniej jego centralna część, która myślę że powierzchniowo jest podobnych rozmiarów, co cała Warszawa. To miasto jest onieśmielająco gigantyczne, momentami potrafi przytłoczyć. Według statystyk to drugie największe miasto świata z populacją około 25 milionów mieszkańców!
14. Jak jesteśmy przy porządku, to przy całej ich „elastyczności” godzinowej i niezwykle brawurowej jeździe (nie, nie Cincocuento, a wszystkim, co się da, i często pewnie pojazdami powyżej 10 ton) pilnują własnych zasad i przestrzegają kolejek. Niestety nasz „polski” sposób wskoczenia do środka kolejki nie zadziałał i został przyjęty uprzejmym „tam jest koniec”. Sprawdzaliśmy co najmniej 2 razy.
15. Jedzenie. Kuchnia meksykańska została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To prawda, że wszędzie są tacosy i quesadille, jednak w zależności od stanu może się różnić ich sposób przygotowania. Np. quesadilla w Ciudad de México jest bez sera, a w Meridzie zawsze z serem. W końcu „queso” to po hiszpańsku ser. Mięso jest sprzedawane na targach i rzadko kiedy widywaliśmy je w lodówkach. Raczej starsza pani (lub pan) odganiają muchy znad sprzedawanych kurczaków. Mimo to mięso zawsze jest świeże i smakuje rewelacyjnie. Odniosłem wrażenie, że nie jest nafaszerowane antybiotykami i innymi wynalazkami, dzięki czemu smakuje inaczej niż w Europie. Nawet kurczak różni się kolorem.
16. Warzywa i owoce. Powiem tak, w Europie w zasadzie nie jem owoców, nie smakują mi. Tutaj ananas to jakiś wymysł majańskich i azteckich bogów. Jest obłędny! To samo z aguacate, czyli z awokado. Niepodrabialne. A arbuz. Mmm, czysta poezja. Ponadto czczą kukurydzę, która w czasach Majów uznawana była za idealną roślinę. Do tego stopnia idealną, że czaszki dzieci królewskich rodzin były formowane na kształt kukurydzy. Każdy czas ma swoje ideały piękna. W każdym razie dziękuję i zapraszam na ucztę .
17. Języki. Meksyk jest krajem z największą na świecie oficjalną liczbą używanych języków. Występuje ich aż 68. Każda rdzenna społeczność operuje swoim własnym, unikalnym językiem, który zupełnie nie przypomina hiszpańskiego. I tak, np. w samym stanie Oaxaca występuje 12 różnych dialektów. W Chemuli też mają swój język i znane są nam historie, w których ludzie na targu odmawiali posługiwania się językiem hiszpańskim. Taka forma lokalnego buntu. A jak już jesteśmy przy językach to poza Jukatanem niemalże niemożliwe jest spotkanie Meksykanina potrafiącego komunikować się po angielsku. Język hiszpański jest obowiązkowy.
18. Konkwistadorzy z Kolumbem na czele to swego rodzaju legenda. Według przewodnika z Monte Albán (starszy facet poruszający się o lasce. Na oko 75-80 lat, z pochodzenia Zapotek. Wspominał, że jeszcze jego tata płynnie posługiwał się językiem zapoteckim.) i rzeźb, które występują w ruinach, Majowie i Zapotekowie już znacznie wcześniej mieli kontakt z innymi cywilizacjami. Przykładowo, na ocalałych rzeźbach możemy rozpoznać wizerunek wikingów i/lub osoby o czarnym kolorze skóry. Podobnie uważał nasz nauczyciel hiszpańskiego. Dodajmy, że jest bardzo oczytany i ogarnięty młody gość. Pozdrawiamy, Alex!



