
Poszliśmy na kolację na Manly do włoskiej restauracji i wydaliśmy około 250 zł za pizzę i dwie lampki wina. Przynajmniej woda była za darmo. Innym razem w samym centrum, w okolicach George Street zjedliśmy dwie pełne michy azjatyckiego jedzenia za 100 zł. Były też przypadki, że w porze lunchowej wpadaliśmy do food-courtów i za 30 dolarów, czyli około 70-80 zł jedliśmy obiad dla dwóch osób. Czy teza, że Sydney jest drogie, jest prawdziwa? I tak i nie. Jest pod kątem komunikacji miejskiej, jedzenia w dobrych restauracjach czy nawet samych atrakcji; jednocześnie są miejsca, gdzie naprawdę nie trzeba wydawać fortuny, żeby nasycić żołądek i dalej eksplorować miasto. Sydeny jest też rewelacyjne pod kątem spędzania czasu na świeżym powietrzu, dzięki czemu bezkosztowo możesz odkrywać uroki pierwszej osady na Terra Australis.
Czasami warto też spojrzeć z innej perspektywy i zadać sobie pytanie: ile razy w życiu będziesz w Sydney?
“Jest taniej niż się spodziewałem. Ceny są zbliżone do europejskich standardów, czyli wiele miejsc na świecie robi się podobne cenowo.” ~ Rafał, nasz trener biegania, który przyleciał w 2025 roku do Sydney na maraton.
A Rafał był już w kilku miejscach na świecie i wie, co mówi. Spójrzmy prawdzie w oczy. Ten, kto leci do Australii, nie myśli, że zrobi ją w pieniądzach Azji Południowo-Wschodniej. Są jednak sposoby, żeby uciąć wydatki tam, gdzie to możliwe, i w tym artykule chciałbym to trochę przybliżyć. Czy oznacza to, że będzie bardzo budżetowo? Niekoniecznie, ale też nie będzie niezwykle drogo. W naszej ocenie poniższe przykłady pokazują, że portfel “przeciętnego” podróżnika-Kowalskiego powinien to udźwignąć, a i jeszcze zostanie na magnes z kangurem.
Z naszego doświadczenia najbardziej czasochłonne i często wymagające jest planowanie jedzenia w ciągu dnia. Jasne, jeden powie, że wystarczy mu batonik i frytki z lokalnego fish&chips, a drugi ma bardziej wyrafinowane gusta i oczekuje pełnowartościowego posiłku. My jesteśmy trochę jednym i drugim. Justynie wystarczy batonik, a ja (Karol) muszę porządnie zjeść.
Naszym standardowym trikiem, który oszczędza nam mnóstwo czasu i pieniędzy, jest śniadanie. Śniadania w restauracjach są ekstra, uwielbiamy je, jednak ich ceny zbliżone są do cen obiadów. Na szybko licząc: jeśli chcesz zjeść 3 razy na mieście w ciągu dnia, to zbliżmy się kwot rzędu 30-40 aud za osobę za posiłek, lekką reką twój budżet na jedzenie powinien wyności około 300-350 zł na dzień, na osobę.
Śniadanie zawsze jemy w hostelu lub w naszym zakwaterowaniu. Wstajemy i od razu siadamy do miski. Oszczędzamy mnóstwo czasu na zastanawianiu się, gdzie i co zjeść, szczególnie jeśli jeszcze nie znamy okolicy lub przyjechaliśmy późnym wieczorem.
Jest zdecydowanie taniej i szybciej. Granola czy inne płatki z owocem zajmują kilka minut i jesteśmy gotowi na eksplorowanie świata. Czy robimy jajówę lub inne jajka? Czasami tak, ale zauważyliśmy, że jest to bardzo czasochłonny temat. I nie, nie będzie to tak sprawnie zorganizowane jak w domu – wielokrotnie sprawdzaliśmy i jemy tylko, gdy mamy czas lub ochotę na coś lepszego.
Obiad to wyższa szkoła jazdy, jeśli podróżujemy budżetowo. Tutaj rekomendujemy elastyczność. Food courty w centrach handlowych lub fish & chips świetnie sprawdzają się w Sydney. Wiadomo, nie są to restauracje, o których będziemy opowiadać wnukom, ale świetnie spełniają swoją rolę i nie nadwyrężają budżetu.
Miasto ma w sobie tyle do zaoferowania, że mnóstwo możesz zobaczyć, nie wydając ani centa. No może tylko na komunikację miejską, bo odległości w australijskich miastach są tak olbrzymie, że bez jakiejkolwiek formy transportu ani rusz. Świetna pogoda przez większość roku pozwala na zapełnienie czasu niemalże za darmo.
W tym artykule nie będziemy wymieniać wszystkich możliwych atrakcji – w tym celu odsyłam do tego artykułu. Bazując jednak na naszym przewodniku, postaram się przedstawić koszty spędzenia jednego dnia. Poniżej przykładowy dzień w Sydney, który sami byśmy zaplanowali dla siebie. Ba! Takie dni nawet często spędzaliśmy.
Zaczynamy na plaży Coogee i robimy około 6-7 kilometrowy spacer (hehe, six-seven). Po drodze mijasz kilka plaż. Będą toalety i miejsca, żeby usiąść. Nie jestem fanem nekropolii, ale jest też bardzo malowniczo położony cmentarz.
Koszt: 0$
Następnie na Bondi chcemy wykąpać się w znanym wszystkim basenie oceanicznym – Bondi Iceberg Pools, a potem napić się kawy w jednej z lokalnych kawiarni. Polecamy odbić trochę w bok z głównej alei – bardzo “bondajowski” klimat. Wstyd się przyznać, ale mimo że w Sydney mieszkaliśmy przez kilka miesięcy, to nigdy nie wykąpaliśmy się w tym basenie. Ale mamy kilka zdjęć!
Wejście na basen: 10$
Kawa: około 4-6$
Jesteśmy trochę głodni. Na Bondi są bardzo dobre kanapki Banh Mi lub możesz skorzystać z lokalnej burgerowni Macelleria Burger: fajny klimat, na przeciwko Bondi Pavilion.
Koszt: do 30$ bez napoju
Ale spokojnie. Tuż obok jest BWS, czyli sklep z alkoholami i możesz wypić piwko, oczywiście 0%, za cenę około 4-5$. A jeśli wolisz w lokalu to może będziesz miał szczęście i trafisz na Happy Hour (albo nawet hours, które często trwają kilka godzin) i wypijesz tak zwanego schoonera za 6$. Schooner – szklanka piwa o pojemności 425 ml.
Koszt: 4-6$
Jesteśmy już po śniadaniu, spacerze, lunchu, kawie i czymś chłodzącym. Teraz mamy wybór albo pozostać na Bondi i skorzystać z uroków plaży i oceanu lub ruszyć dalej. Na potrzeby artykułu ruszamy dalej.
Przemieszczamy się autobusem linii 333 z Bondi do Bondi Junction i tam łapiemy autobus lub pociąg do CBD. Wysiądziemy na Hyde Parku lub Martin Place. Stamtąd zrobimy około 20-30 minutowy spacer pod Operę i Botanic Gardens. Zaczniemy od ogrodów.
Wejście do ogrodów botanicznych jest darmowe.
Royal Botanic Gardens, koszt: 0$
Następnie udajemy się pod Macquarie Chair, który jest moim ulubionym punktem widokowym w całym mieście. Świetnie widać Operę i Harbour Bridge. W sezonie letnim jest tam organizowane kino letnie, a jak ktoś interesuje się muzyką elektroniczną, to swoje koncerty, na rozstawionej na wodzie scenie, grali Rufus du Sol czy Claptone.
Kolejny krok to Sydney Opera House – zbliża się wieczór, a Opera wygląda fantastycznie w akompaniamencie zachodzących promieni słońca. Następnego dnia zobaczymy operę z perspektywy wody, ale dzisiaj zostaniemy na lądzie, obejdziemy ją i dotkniemy. Po kilku szybkich zdjęciach przejdziemy na dół do Opera House Bar i przy piwie bezalkoholowym będziemy podziwiać zachód i widok na most. Bardzo fotograficzne miejsce. Przy odrobinie szczęścia trafisz na Bennego – fokę, która upodobała sobie schody opery.
Koszt zobaczenia opery: 0$
Koszt piwa: 12-15$ przy Operze – przy czym ta cena nie jest bardzo wygórowanana w porównaniu z innymi miejscami.
Zdjęcie z Bennym: bezcenne
Dzień zakończymy na The Rocks, czyli najstarszej dzielnicy Sydney, i odwiedzimy najstarszy, wciąż działający pub w Sydney: Fortune of War, który został założony w roku 1828. Lubimy go, bo Justynę zapytali o dowód osobisty. 🙂 The Rocks wygląda trochę jak brukowane uliczki Edynburga. Mocno brytyjski klimat z XIX wieku, w połączeniu z wystającymi wieżowcami nad klimatycznymi kamienicami, tworzy nam miejsce, gdzie historia dosłownie przeplata się z nowoczesnością.
Spacer po The Rocks: 0$
Piwo w Fortune of War: 12$
Tak, Sydney w porównaniu z polskimi miastami może być drogie i tak, jest to miasto, w którym można wydać potężne kwoty bez większego problemu. Z drugiej strony, tym artykułem, chciałem pokazać, że można świetnie spędzić czas, dotykając odrobinę lokalnego klimatu bez niepotrzebnych fanaberii. My zawsze wyznajemy zasadę, że podróżowanie nie musi być drogie.
Aha, byłbym zapomniał. Całodniowy koszt (bez komunikacji miejskiej) to 75-80$, co daje nam około 200 zł/osobę. Największym kosztem jest piwo, więc po jego odjęciu wydaliśmy 45-50$ na posiłki i kawę, co daje nam 120–130 zł. Myślę, że to kwota znośna, często poniżej kosztów europejskich city-breaków.
A jeżeli chciałabyś lub chciałbyś, żebyśmy dla Ciebie zaplanowali całą podróż, a nie tylko jeden dzień. I to nie tylko w Sydney, ale też w innych miejscach Australii lub świata kliknij tutaj i wypełnij darmowy formularz.
Z kolei, jeśli Sydney jest na twojej podróżniczej liście marzeń i wiesz, że pewnego dnia postawisz nogę w Port Jackson, to pobierz nasz darmowy 3-dniowy przewodnik.
Pozdrawiamy cieplutko
Justyna & Karol – Lecimy Tutaj!



